Ptaki - podloty wrony - proszę o sugestie
bellegueule - 2007-05-27, 11:06 Temat postu: podloty wrony - proszę o sugestie wczoraj w nocy podczas spaceru z psem zauważyłem siedzące przy chodniku dwa podloty wron. Złapałem obydwa i podsadziłem na wysoką gałęź drzewa. Idę dziś rano, a te dwa znowu siedzą w miejscu, gdzie je wczoraj w nocy zobaczyłem. Mało tego, niedaleko siedzi trzeci. Obserwowałem je trochę, ale starych nie słyszałem i nie widziałem, choć mają gniazdo na pobliskim drzewie. Teraz pytanie? Co byście zrobili. Nie wtrącać się w tę rodzinkę ( takie mam zamierzenie). Czy zabrać na podchowanie, jeśli znowu w nocy będą tam siedzieć? Z doświadczenia wiem, że kierowanie się współczuciem w takich sprawach do niczego dobrego nie prowadzi. Najlepiej rozwiązuje je matka natura, tak przynajmniej zawsze mi mówił Andrzej Kruszewicz. Z drugiej strony... coś mi w tej rodzince nie gra... coś jest nie tak, jak być powinno. Nie ma krzyku starych, gdy zbliżasz się do podlota, nie ma odstraszających nalotów nad głową....
Beata - 2007-05-27, 11:34
| bellegueule napisał/a: | | coś mi w tej rodzince nie gra... coś jest nie tak, jak być powinno. Nie ma krzyku starych, gdy zbliżasz się do podlota, nie ma odstraszających nalotów nad głową.... |
no faktycznie dziwne to jest, bo z reguły rodzice wron, kawek czy srok głośno wrzeszczą...
ale mimo wszystko jednak zostawiłabym je na tym miejscu..
rok temu obserwowałam taką scenkę i brałam w niej też udział:
byłam w pracy, moją uwagę zwrócił krzyk kawek, wyjrzałam przez okno, a tu widok: na parkingu pod samochodem siedzi podlot kawki, a do niej skrada sie kot. Razem z koleżanką (weterynarzem), wyciagnęłyśmy ją spod tego samochodu i wsadziłyśmy wspólnymi siłami na daszek garażu. Po jakiejś pół godzinie sytuacja powtórzyła się, znowu podlot siedział pod samochodem, a w okolicy już kilka kotów.... Znowu ją wyciagnęłyśmy i znowu wsadziłyśmy na daszek, ale tym razem zaczęłyśmy obserwować stadko starych kawek. I co sie okazało: same spychały podlota z daszku, bo chciały zmusić go do podjęcia próby lotu.
Z tym ,że to był już dosyć wyrośnięty podlot, który faktycznie po kilkunastu próbach w końcu podleciał na wyższe gałęzie drzewa.
Musisz sam ocenić sytuację, być może jednak rodzice są w pobliżu, mało jest prawodopodobne, że zginęli obydwoje naraz; może jest to sytuacja, kiedy młode są uczone przez rodziców samodzielnego szukania pożywienia i karmią raczej sporadycznie ...
hm...
|
|
|