To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Przyrodnicze "BOCIAN"
Wszystko związane z przyrodą

Ssaki - Organa ścigania pomszczą niedźwiadka

bellegueule - 2007-11-12, 16:11
Temat postu: Organa ścigania pomszczą niedźwiadka
wszystko wskazuje na to, że w końcu ich wsadzą :smile: byłaby to dobra nauczka dla podobnych bezmózgów, których w tym karaju nie mało....

Cytat:

Tatry: turyści odpowiedzą za śmierć niedźwiadka
Wyniki sekcji zwłok niedźwiadka zabitego przed trzema tygodniami w Dolinie Chochołowskiej obciążają turystów - dowiedział się reporter RMF FM.
Zakopiańska prokuratura, po zapoznaniu się z opinią biegłego, prawdopodobnie zdecyduje się na postawienie im zarzutów wyrządzenia znacznej szkody w świecie zwierzęcym. Grozi za to do dwóch lat więzienia.

Opinia dotarła do Zakopanego w południe. Prokuratorzy czekają jeszcze na opinię innego biegłego, który miał ocenić, czy rany, których doznali turyści powstały w wyniku ataku czy raczej obrony przed niedźwiadkiem. Potem śledczy ewentualnie zdecydują o zarzutach. Wyniki sekcji zwłok nie pozostawiają jednak wątpliwości, że bezpośrednią przyczyna śmierci niedźwiadka było utonięcie. Ponadto niedźwiadek miał rany głowy. Prawdopodobnie był bity i został utopiony. Zwierzę było osłabione - znaleziono u niego pasożyty, które mogły mieć wpływ na jego zdrowie - informuje RMF FM.


żródło: http://wiadomosci.onet.pl/1639511,11,item.html

Weles - 2007-11-12, 18:51
Temat postu: Re: Organa ścigania pomszczą niedźwiadka
bellegueule napisał/a:
wszystko wskazuje na to, że w końcu ich wsadzą :smile: byłaby to dobra nauczka dla podobnych bezmózgów, których w tym karaju nie mało....


Wsadzić może nie (po co mamy płacić za utrzymanie tych głąbów), ale kara w zawiasach plus wysoka grzywna :!: (najlepiej kilkadziesiąt tysięcy złotych od łepka) powinna odstraszyć podobnych zwyrodnialców. Niestety o ile wiem tego rodzaju kar finansowych w tym przypadku prawo nie przewiduje. Więc w najlepszym razie skończy się na samych zawiasach.

Wujek Kryzys - 2007-11-12, 19:32

Sorki, ale nic im nie zrobią bo jedna z tych 3 par to daleka rodzina Dorna Ludwika.
Wieści sprawdzone u źródła :cool:

Weles - 2007-11-12, 19:37

Wujek Kryzys napisał/a:
Sorki, ale nic im nie zrobią bo jedna z tych 3 par to daleka rodzina Dorna Ludwika. Wieści sprawdzone u źródła


Nie no nie wierze :lol: a nawet jeśli to prawda to i tak u władzy jest teraz kto inny.

Wujek Kryzys - 2007-11-12, 19:42

Prawda, prawda, niestety... A władza chwilowa jest :???:
bellegueule - 2007-11-12, 20:19

... no, to tylko pogratulowć mu rodzinki... :evil:
Beata - 2007-11-12, 21:15

Wujek Kryzys napisał/a:
bo jedna z tych 3 par to daleka rodzina Dorna Ludwika

no ciśnienie skoczyło mi chyba do 500 :evil:
no i właściwie co z tego, ........... do rana mogłabym pisać co sądzę o takim traktowaniu prawa, odcinaniu kuponów od wujka, który siedzi/siedział przy korycie, kolesiostwie itp.; wszyscy tutaj, którzy są zalogowani mają określone poglądy i na szczęście nie muszę nikogo przekonywać , ani uświadamiać!
ale nie zdzierżyłam, musiałam chociaż tyle napisać :evil:

a i jeszcze jedno - pręgierze powinny wrócić na rynki wszystkich miast i miasteczek! faktycznie, nie ma co takich puszkować, bo jeszcze musimy utrzymywać zapuszkowanych, ale parę kijów to by się im przydało!

Weles - 2007-11-12, 22:08

Beata napisał/a:
no ciśnienie skoczyło mi chyba do 500


Spokojnie w końcu to niepotwierdzona wiadomość, a jeśli Wujek Kryzys po prostu wkręca? A Ty chcesz już do pręgierza przypinać...

Beata - 2007-11-12, 22:26

Weles napisał/a:
Spokojnie w końcu to niepotwierdzona wiadomość, a jeśli Wujek Kryzys po prostu wkręca? A Ty chcesz już do pręgierza przypinać...


:grin: przemyślałam temat ( jak mi ciśnienie wróciło do normy :razz: ) - należy przypinać do pręgierzy wszystkich szkodników , bez względu na to czy mają wujka, stryjka, ciocię klocię itp. przy korytach :evil: .
takie zdanie mam ja !

Wujek Kryzys - 2007-11-13, 17:36

Qurczę, no nie wkręcam - podaję za osobą, której wierzę - to wieści krążące po K.G.Policji. Chyba, że sam nabrany zostałem, ale nie sądzę bo i niby po co tak by być miało?
Jarek P - 2008-04-22, 13:28

śmierć w oczach

Cytat:
"Widziałem śmierć w oczach, musieliśmy go zabić"

PAP
- Życie człowieka jest ważniejsze niż życie misia - tak bronią się oskarżeni w procesie o zabicie misia w Dolinie Chochołowskiej. Proces rozpoczął się dziś w Sądzie Rejonowym w Zakopanem - informuje serwis tygodnikpodhalanski.pl.
- Nie było innego wyjścia musieliśmy to zrobić. Życie człowieka jest ważniejsze niż życie misia - tak bronią się oskarżeni w procesie o zabicie misia w Dolinie Chochołowskiej. Proces rozpoczął się dziś w Sądzie Rejonowym w Zakopanem.

W październiku 2007 r. roku turyści idący szlakiem w Dolinie Chochołowskiej natknęli się na młodego - półtorarocznego misia. Zaczęli go karmić kanapkami. W pewnej chwili miś zaczął zachowywać się agresywnie. Trójka turystów utopiła wtedy niedźwiadka w potoku.

Czytaj dalej REKLAMAŚledztwo w tej sprawie prowadziła prokuratura rejonowa w Zakopanem. Zdaniem prokuratorów turyści złamali prawo. Są oni oskarżeni o dokonanie znacznego zniszczenia w świecie zwierzęcym. Grozi za to kara do trzech lat więzienia.

Oskarżeni to: Daniel Sz., Jolanta J. i Michał J. Mają od 24 do 30 lat. Pracują w fabryce tapicerskiej w małej miejscowości w woj. warmińsko-mazurskim.

Oskarżeni nie przyznali się do winy. Odmówili składania wyjaśnień i odpowiadania na pytania. Sąd odczytał ich zeznania składane wcześniej przed prokuratorem. Wszyscy twierdzą, że próbowali odciągnąć misia rzucając mu kanapki i torbę.

Ich zdaniem miś zachowywał się agresywnie. Ugryzł Michała J. w udo, rzucił się na jego żonę. Wtedy Michał J. miał krzyknąć: "musimy go utopić". Turyści utopili misia w pobliskim potoku, później Michał J. dodatkowo uderzył martwego już niedźwiadka kamieniem w głowę.

- Widziałem śmierć w oczach, nie było innego wyjścia, musieliśmy go zabić - zeznał Daniel Sz.

- Uśmiercenie misia to był jedyny sposób, abyśmy wyszli stamtąd żywi - stwierdziła Jolanta J.

Beata - 2008-04-22, 13:55

czały czas chodzi mi po głowie pewna idea :roll: a ci, co im śmierć w oczy zajrzała, to nie mogli po prostu spie....yć ? na co czekali ?
art.jovana - 2008-04-22, 18:34

słyszałam dzisiaj w radiu, że mogą dostać od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Moim zdaniem za takie coś powinni dostać najwyższy wymiar kary. W końcu zabili żywe stworzenie. Tylko że było to zwierzę a nie człowiek, co dla niektórych stanowi znaczną różnicę. Podejrzewam, że gdyby chodziło o morderstwo człowieka, z miejsca dostaliby dożywocie.
Wujek Kryzys - 2008-04-22, 22:19

Sledzę z uwagą... Sam ciekaw jestem czy to prawdziwe te koneksje oskarżonych, o których słyszałem, czy coś one teraz znaczą? Czy będzie pokazówka, czy dostaną po roku w zawiasach i tyle... No ciekawe...
Batman - 2008-04-23, 01:06

Cytat:
Wielka sprawa zabić misia
Bartłomiej Kuraś 2008-04-18, ostatnia aktualizacja 2008-04-18 10:11:31.0

Zobaczyli pierwszy raz w życiu niedźwiedzia. I zabili. W najbliższy wtorek rozpoczyna się pierwszy w Polsce proces o zamordowanie niedźwiedzia

Do Zakopanego przyjechali we czwórkę w sobotę 20 października ubiegłego roku.

Jolanta i Michał od ponad trzech lat są małżeństwem. Michał, lat 30. Zawód wyuczony: piekarz. Wykonywany: stolarz w fabryce mebli.

O sześć lat młodsza Jolanta skończyła ogólniak i jest sekretarką w zakładzie meblarskim. W tej samej firmie pracuje jej kolega Daniel, tapicer. Ma żonę Beatę. Daniel i Beata przyjechali w Tatry pierwszy raz w życiu.

Wszyscy mieszkają w Lubawie i jej okolicach, w województwie warmińsko-mazurskim.

Pod wodę i trzy razy kamieniem

W niedzielę wstali za późno, żeby zdążyć wspiąć się gdzieś wysoko. Spadł świeży śnieg, wyszli dopiero po godz. 11 w Dolinę Kościeliską. Postanowili wracać żółtym szlakiem przez Iwaniacką Przełęcz i dalej Doliną Chochołowską. Schodząc z przełęczy, spotkali niedźwiadka.

Szedł powoli z naprzeciwka.

Później mówili prokuratorowi, że Michał pierwszy zauważył zwierzę. Krzyknął do pozostałych, czy widzieli kiedyś niedźwiedzia. Bo jeśli nie, to mają okazję.

Nie uciekali, bo - jak tłumaczyli - niedźwiadek przypuścił na nich atak i nie było już czasu na odwrót.

Relacja Michała: - Zauważyliśmy, że na szlaku znajduje się niedźwiedź ważący według mnie około 100 kg. Za nami szła para nieznajomych osób. Było nas wtedy łącznie sześć osób. Trzy kobiety i trzech mężczyzn. Stałem pierwszy na drodze tego misia. Kiedy podszedł do mnie, zaczął warczeć i stawać na dwóch łapach.

Relacja Jolanty: - Postanowiliśmy rzucić mu jedzenie, sądząc, że zje i odejdzie od nas.

Relacja Beaty: - Misiek rzucił się na Michała. On jakoś schylił się, a misiek przeleciał przez niego. Michał powiedział, że musimy go przytopić, bo nie damy rady się od niego uwolnić.

Relacja Daniela: - Byłem pierwszy raz w górach. Nie wiedziałem nawet, jak nazywa się szlak, którym szliśmy. Nie pamiętam, czy ja, czy moja żona zaczęła rzucać bułki, które mieliśmy ze sobą. Chwyciliśmy miśka, zsunęliśmy się do potoku. We trójkę, bez Beaty, zaczęliśmy trzymać łeb niedźwiedzia pod wodą. Jak niedźwiedź przestał się ruszać, to puściliśmy go. Michał wtedy wziął kamień i chyba trzy razy uderzył tego niedźwiedzia w głowę.

Para, która szła za nimi, to Marta (21 lat) i Mirosław (24 lata) spod Tarnowa. Mimo nawoływań Michała i Jolanty nie pomogli topić niedźwiadka.

Relacja Mirosława: - Widziałem, jak we troje kolanami dociskali go do podłoża, a pysk trzymali mu w wodzie. Dziewczyna krzyczała, żeby nie puszczać go przez 15 min. Po chwili niedźwiadek przestał się ruszać. Nie chciałem się w to angażować. Zabroniłem też Marcie. Sumienie mi nie pozwalało, abyśmy im pomagali, aby trzymać niedźwiadka i go topić.

Relacja Michała: - Kiedy już było po wszystkim, krzyczałem, byśmy uciekali, gdyż w pobliżu może być jeszcze dorosły niedźwiedź. Daniel w trakcie ucieczki zrobił zdjęcie nieżyjącemu już niedźwiadkowi.

Lepsi od Pudzianowskiego

Z prokuratorskiego śledztwa wynika, że zaraz po utopieniu zwierzęcia turyści byli dumni, że dali radę dzikiemu drapieżnikowi.

W notatce służbowej policjant napisał: "W rozmowie telefonicznej opowiadali o zajściu i oczekiwali honorarium za wywiad i zdjęcia, jakie posiadają. Ponadto jeden z rozmówców powiedział, że jest lepszy od Pudzianowskiego, ponieważ sam załatwił niedźwiedzia".

W dyżurce Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zanotowano: "O godz. 20.40 zadzwoniła kobieta, która brała udział w zabiciu niedźwiedzia, z pytaniem, czy ratownicy ostrzegli turystów o tym, że może tam znajdować się jeszcze matka niedźwiadka. Turystka w trakcie rozmowy wyrażała wielką satysfakcję z udziału w zabiciu niedźwiedzia".

Podobne wrażenie odniósł Sylweriusz Kosiński, wicedyrektor zakopiańskiego szpitala, kiedy Jola i Michał przyjechali wprost z góry na opatrzenie ran.

- Twierdzili, że to niedźwiedź ich zaatakował, ale obrażenia wcale nie wskazywały, by bronili się przed groźnym napastnikiem. Na ciele nie nosili żadnych wyraźnych śladów zębów czy pazurów. Kobieta miała obdarty opuszek palca, a mężczyzna obtarcia na przedramionach i udach. To niezbyt groźne obrażenia. Zachowanie turystów nie kwalifikowało się jako obrona konieczna przed groźnym drapieżnikiem. Mały niedźwiadek nie mógł wyrządzić im wielkiej krzywdy - ocenia doktor Kosiński.

Taką opinię wydał też biegły sądowy powołany przez prokuraturę: "Atak niedźwiedzia spowodowałby rozleglejsze zranienia".

Sami turyści są zdziwieni reakcjami ludzi w Zakopanem, którym opowiedzieli o spotkaniu z niedźwiedziem.

Relacja Joli: - W rozmowie z TOPR-em odczuliśmy wrażenie, że jesteśmy obwiniani za śmierć misia. Powiedziano nam, że to my byliśmy w domu niedźwiedzia, a nie on w naszym.

Dopiero odłączył się od matki

W to, co wydarzyło się w październiku poniżej Iwaniackiej Przełęczy - pomiędzy Doliną Kościeliską i Doliną Chochołowską - do dzisiaj nie mogą uwierzyć leśnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Żeby młody niedźwiadek zaatakował turystów? Nigdy nie słyszeli o takim przypadku. Dlatego wystąpią przed sądem w roli oskarżycieli posiłkowych.

Kilka tygodni wcześniej zaobserwowali w tym rejonie młodego niedźwiedzia, który odłączył się od matki, ale nie mieli żadnych informacji, że się agresywnie zachowuje czy choćby zbliża do ludzi.

- To zdarzenie bez precedensu w historii TPN. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by turyści zabili niedźwiadka - mówi Zbigniew Krzan, wicedyrektor parku.

Leśnicy zbadali zwłoki niedźwiadka i miejsce jego zabicia. Ich ustalenia zaprzeczają wersji podanej przez turystów. Zwierzę ważyło 46 kg, a nie 100. Na Iwaniackiej Przełęczy walały się resztki bułek rozrzucone wzdłuż szlaku na dużej przestrzeni, a nie tylko w jednym miejscu, co oznacza, że niedźwiadek mógł zostać zwabiony jedzeniem przez wycieczkowiczów. Miał niespełna dwa lata, dopiero co odłączył się od matki. Uczył się samodzielności.

- Taki niedźwiadek nie stanowi zagrożenia dla dorosłej osoby. Z reguły wystarczy głośniej się zachować i niedźwiedź odchodzi. Jeśli ten mały niedźwiadek był karmiony przez przechodzące szlakiem osoby, mógł zbliżyć się do nich i być natarczywy. Ale nie był zagrożeniem dla życia z uwagi na jego niewielkie rozmiary i wiek. Można było odstraszyć go kijem - uważa Jarosław Rabiarz, komendant straży TPN.

Na niedźwiedziach w Tatrach nikt się tak nie zna jak Filip Zięba, który w parku prowadzi prace nad planem ochrony tych drapieżników. Zięba nie lubi, gdy o niedźwiedziu mówi się miś: - Bo wtedy ludzie myślą, że takiego sympatycznego misia można pogłaskać, poczęstować kanapką i zrobić sobie z nim zdjęcie. A to przecież jest dzikie zwierzę. Takim zachowaniem wyrządza mu się wielką krzywdę, bo zatraca cechy dzikości i zaczyna szukać pożywienia u ludzi.

TPN prowadzi od kilku lat akcję edukacyjną właśnie pod hasłem: "Niedźwiedź to nie miś". Specjalne broszury mają przypominać wycieczkowiczom, że niedźwiedzie to nie żywe maskotki.

Po polskiej stronie Tatr żyje kilkanaście niedźwiedzi brunatnych. Największą szansę na spotkanie z nimi turyści mają w rejonie Morskiego Oka, a także w Dolinie Strążyskiej i Kuźnicach. Niedźwiedzie mają też gawry w Tatrach Zachodnich, w których znajduje się Dolina Chochołowska, ale te drapieżniki dotychczas stroniły od towarzystwa człowieka.

Świat zwierzęcy i świat ludzki

Turystom z Lubawy prokuratura zarzuca "spowodowanie zniszczenia w świecie zwierzęcym w znacznych rozmiarach". Grozi im do dwóch lat więzienia.

- Biegły przyjął, że populacja niedźwiedzi w całych Tatrach, polskich i słowackich, waha się od 50 do 60 osobników. Zabity niedźwiadek stanowił więc około 2 proc. tej populacji. Ważnym wskazaniem jest to, że był już samodzielny i dobrze czuł się w tatrzańskim środowisku - tłumaczy Zbigniew Lis, prokurator rejonowy z Zakopanego.

Oskarżeni będą bronili się przed sądem, twierdząc, że zabili niedźwiadka w obronie własnej. - Niedźwiedź pierwszy się na nas rzucił, był bardzo agresywny - mówi Daniel.

Uważają, że padli ofiarą nagonki.

Daniel: - Telewizja zrobiła z nas zabójców.

Jola: - Wszyscy interesują się losem misia, nikt tym, co się z nami dzieje.

Cała trójka wysłała list protestacyjny do policji, prokuratury i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego: "Mamy wrażenie, że w tej sprawie człowiek nie jest w ogóle brany pod uwagę. Dochodzimy do wniosku, że życie ludzkie i godność człowieka nie jest ważne. Słyszymy ciągle, że powstała wielka szkoda w świecie zwierzęcym, ale nikt nigdy nie pomyślał o naszej szkodzie. Nie zgadzamy się z opinią pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego, którzy twierdzą, że niedźwiedź ten był bardzo mały i nie stworzył bezpośredniego zagrożenia naszego życia i można go było odstraszyć kijem".

Na rozprawę wybierają się obrońcy praw zwierząt, którzy przez pół roku zasypywali prokuraturę listami z pytaniami o przebieg śledztwa.

Matce Boskiej dziękować

W rodzinnych stronach o trójce turystów nikt głośno złego słowa nie powie.

Miejscowe zakłady produkują kamizelki kuloodporne, a kilka mniejszych fabryk meble.

Szefostwo zakładów meblarskich niechętnie rozmawia na temat swoich pracowników. Nie chcą, żeby nazwy ich firm były wymieniane w kontekście zabicia niedźwiadka: - To mogłoby zaszkodzić i naszym meblom.

- Matce Bożej powinni podziękować, że dała im siłę niedźwiedzia zwyciężyć. A gadaniem jakichś zielonych ekologów nie ma się co przejmować. Jakże to, zwierzę ma być ważniejsze niż człowiek? Przecież nigdy tak nie było! - oburza się pani Danuta ze spożywczego w Lubawie, układając skrzynki z piwem. - Nie, żeby przyrody nie trzeba było szanować. Przecież piwo z żubrem u nas bardzo dobrze schodzi, bo ludzie lubią zwierzęta - dodaje.

Bartłomiej Kuraś

Zrodlo: Gazeta Wyborcza



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group