TP BOCIAN - Szkolenie wysokościowe dla ochotników z TPB
Basior - 2006-04-15, 10:16
| GrzegorzBP napisał/a: | | bo małpa jak widać w zestawie była. Nie widzę też ławeczek zas fakt używania tylko dupowsporków | Pepe, poza szkoleniem praktycznym prosze tez o mini słowniczek wyrażeń stosowanych w tym sporcie...
PePe - 2006-04-18, 09:09
| Basior napisał/a: | GrzegorzBP napisał/a:
bo małpa jak widać w zestawie była. Nie widzę też ławeczek zas fakt używania tylko dupowsporków
Pepe, poza szkoleniem praktycznym prosze tez o mini słowniczek wyrażeń stosowanych w tym sporcie... |
Grzegorzu, ja tu małpy na zdjęciach nigdzie nie widzę, mieliśmy ją w złomie i ja przy osobistym ale nie używaliśmy jeszcze. Wychodzenie to przyszłość dla zespołu, podobnie jak mosty, wyciągi, odciągi itp.
To co kursanci powinni już wiedzieć:
- podstawy w zakresie budowy lin i ich rodzajów, uprzeży, kasków
- znakomita znajomość podstawowych węzłów: kluczka, podwójna kluczka, ósemka, ósemka z uszami (uszy zająca), półwyblinka, wyblinka, skrajny tatrzański.
- budowa stanowiska - stałe i samonastawne, dobór punktów i rozkład obciażeń
- opanowane techniki zjazdów i autoasekuracji na taśmie i prusiku - przy użyciu półwyblinki, ósemki, rolki, stoprolki.
Pełniejszy słowniczek dodamy po zakoczeniu kursu pierwszej grupy - m.in z racji tego, że przy opisie stoprolki, nie będzie wiadomo co to układa Gri-Gri.
Teraz trenować węzły i przypominać sobie wszystko, bo będzie krótki egzamin na wstępie...
cacura - 2006-04-19, 08:05
bo jak się łojenie nie powiedzie to się telegrafy włączą i glebowanie zacznie
PePe - 2006-04-19, 08:25
| cacura napisał/a: | | telegrafy włączą i glebowanie zacznie |
dokładnie tak!!!
Teraz już z górki nie będzie i zjazd to już nie dla treningu, a jedynie dla umożliwienia kolejnego męczącego podejścia będzie stosowany
Batman - 2006-04-19, 17:19
| PePe napisał/a: | | ósemka z uszami (uszy zająca), |
To to samo co podwojna osemka??
| PePe napisał/a: | | skrajny tatrzański |
Jak inaczej sie nazywa ten wezel, bo nie wiem czy znam.
PePe - 2006-04-19, 19:33
| Batman napisał/a: |
To to samo co podwojna osemka??
PePe napisał/a:
skrajny tatrzański
Jak inaczej sie nazywa ten wezel, bo nie wiem czy znam. |
Sorki. Mea culpa. Powinienem podać więcej nazw pod którymi funkcjonują te węzły.
Tak Batmanie - uszy zająca, to inaczej podwójna ósemka.
Skrajny tatrzański to inaczej ratowniczy. W żeglarstwie również funkcjonuje pod nazwą ratowniczy.
PePe - 2006-04-19, 19:35
aaaa Batmanie miałem się jeszcze dopytać jak Ci z tymi grubodziobami poszło - nie w temacie, ale w razie co wskaż mi odpowiednie ścieżki poszukiwań...
SMUGA - 2006-04-20, 07:06
Mała uwaga od osoby, która od 12 lat buja sie po drzewach, nie dla rekreacji, ani wyczynu, ale w celach zarobkowych:
Jeżeli chcecie szkolić się, by wykonywać jakies prace w koronie drzewa, to pamiętajcie, że wejście na nie musi byc okupione jak najmniejszym wysiłkiem i czasem, by starczyło tegoż na wykonanie zadania (odradzam więc przerzucanie przez najniższe konary i podciaganie sie do nich).
Te wszystkie nazwy i uczenie sie tego, o czym mówicie powyżej, to zbedne rozteoretyzowanie się. Przypomina mi to skecz 'W bibliotece" Kabaretu Moralnego Niepokoju: "Para... Parare... Pararera... Jaka pararela???... człowieku - czego ty ode mnie chcesz?..."
Niepotrzebnie chcecie z tego uczynic jakies ekskluzywne i snobistyczne zajecie.
Do prac na drzewie wystarczy znajomość jednego wezła: ósemki (wpinamy ja w karabińczyk uprzęży); no i może jeszcze jednego, który umożliwi nam wciaganie lub opuszczanie jakichś elementów (np. budki lęgowej).
I jak najmniej elementów, które mogą sie zniszczyć i mogą być kosztowne. Osobiście do podciagania sie, opuszczania i blokowania polecam zwykłą petlę prusikową wukonana z taśmy, lub liny o srednicy o połowe mniejszą niż lina zjazdowa (ja zawsze mam przy sobie dwa takie prusiki)
No i marnotrastwem pewnym jest to, gdy na dole drzewa jest osoba, która ciagle asekuruje nas, dbajac o stałe naprezenie naszej liny; ta osoba nic innego nie jest w stanie w tym momencie robić - prusik uwalnia nas od takiej potrzeby.
I jeszcze jedna życzliwa uwaga: nie przerzucajcie lin, do których jesteście podczepieni, tylko przez konar (gdy ja tak zrobiłem osiem lat temu, to przez Warszawę przejechałem sobie karetka na sygnale i z prześwietleń wyszło, że mam pekniecie w jednym kregu i zmiażdżenie drugiego); opasujcie ja zawsze o pień tuż nad konarem.
Przy okazji pytanie: w razie wypadku, kto ponosi konsekwencje? Zlecajacy (TP Bocian), czy ten co spadł? Jest to traktowane jako wypadek w pracy? Szkolicie sie w takich sytuacjach, gdy wasz partner spada z drzewa?... Karetka nie wszędzie w las wjedzie. Lepiej dmuchać na zimne.
I na koniec: ja najcześciej na drzewa wchodzę (powyzej drabiny), wykonanymi przez siebie drzewołazami. Wiem, ze to kontrowersyjne wsród przyrodników, ale szybkie dość i gwarantuje stabilna pozycje podczas pracy (a tu najważniejsze, mimo wszystko, jest wasze bezpieczeństwo). Stawiam kolejkę w pubie wszystkim (płacącym składki) członkom TP Bocian, jeżeli znajdziecie na drzewie slady po moich dtzewołazach...
Pozdrawiam...
SMUGA - 2006-04-20, 08:38
Acha, jeszcze trzy sprawy:
Odraszam wchodzenie na drzewa we wszelakich ozdobach, takich jak: obrączki, łańcuszki, zegarki.
Nie ulegajcie też pokusie wypicia, nawet pół butelki, piwa z rana; nie chodzi o jakas zawartość alkoholu we krwi (bo ego możecie nie mieć), ale o to, że w przypadku wypadku, lekarz może napisać: "w wydychanym powietrzu wyczułem alkohol" ; a wtedy macie problem - chocby z refundacją kosztów leczenia przez waszego ubezpieczyciela.
No i wcześniej dowiedzcie się, czy przypadkiem nie jestescie uczuleni na jad szerszeni choćby (ja nie jestem, ale jak kiedys mnie urzadlił, to nim zjechałem z drzewa, to już miałem taaaką rękę; a gdy dotarłem do lekarza, to opuchlizna była 2 x taaaka)...
Wcześniej warto wiedzieć, gdzie jest najblizszy lekarz i jak do niego dotrzeć... Te wasze eskapady zazwyczaj odbywają sie w weekendy - nie wszystkie przychodnie są wtedy czynne...
PePe - 2006-04-20, 09:03
| SMUGA napisał/a: | Mała uwaga od osoby, która od 12 lat buja sie po drzewach, nie dla rekreacji, ani wyczynu, ale w celach zarobkowych:
Jeżeli chcecie szkolić się, by wykonywać jakies prace w koronie drzewa, to pamiętajcie, że wejście na nie musi byc okupione jak najmniejszym wysiłkiem i czasem, by starczyło tegoż na wykonanie zadania (odradzam więc przerzucanie przez najniższe konary i podciaganie sie do nich).
Te wszystkie nazwy i uczenie sie tego, o czym mówicie powyżej, to zbedne rozteoretyzowanie się. |
Jeśli chodzi o korony drzew, masz racje, uczenie się tego jest zbędne. Choć ja przyjmuję, że uczenie się czegokolwiek generalnie nie jest zbędne.
Jeszcze raz przypominam - to jest kurs na uprawnienia do prac wysokosciowych. Nie tylko zatem do zaglądania dzięciołkom i pustułkom w domki, ale również do pracy na budynkach, kominach, kościołach, dachach itd. itd. Zjazdy linowe do studni, jaskiń...
Wymogi takiego kursu i tak moim zdaniem są za wąskie i wiedza powinna być systematycznie powtarzana, a umiejętności trenowane.
Nie tworzymy nawet cienia elitarności. Zależy mi aby każdy kto po szkoleniu, do którego się przyczyniłem, miał się dobrze i żył bez konieczności ponawania Twoich doświadczeń i udowadniania że karetki jeszcze w tym kraju wyruszają do akcji.
Masz rację, że do chodzenia po drzewach stale i chyba niezmiennie od lat niezastąpione są drzewołazy i po kursie myślałem z Basiorem, aby się spotkać z takimi osobami jak Ty i potrenować ich użytkowanie, ale tak jak wspomniałem - to już inna bajka, do której oczywiście wszystko co wykładamy na kursie jest pomocą i obyciem z wysokością, sprzętem itd.
Sprawa ma się tak, że bez uprawnień nikt nie powinien być dopuszczony do zleconych prac wysokościowych, podobnie jak za kierownicę bez prawa jazdy. W gestii zleceniobiorcy leży ubezpieczenie się i zapewnienie sobie odpowiedniego ekwipunku, a co za tym idzie bezpieczeństwa.
Inaczej ma się sprawa wyczynów czysto hobbystycznych. Jeśli ktoś robi to co lubi i zdecydował się na wejście na drzewko, bo miał taki kaprys - nikt mu robić tego nie kazał, nikt mu za to nie płaci, więc wchodzi na własną odpowiedzialność.
Co do drugiego maila zgadzam się prawie w zupełności (bo znam służbę zdrowia od środka i zastanawiam się czy jest jakaś różnica między ich obecną pracą w weekend, a w tygodniu )
SMUGA - 2006-04-20, 09:47
Pierwszym wezłem uczonym na tym kursie, to powinien być ten wykorzystywany przy wiazaniu... krawatów... (panowie sobie, a panie panom)... To wezeł naprawde przydatny w życiu... Te zdobywanie funduszy: jak nas widzą, tak nam dają...
GrzegorzBP - 2006-04-20, 13:35
| SMUGA napisał/a: | | Do prac na drzewie wystarczy znajomość jednego wezła |
Sprzeciw - znajomość poprawnego założenia i zabezpieczenia uprzęży - nawet jak zawiążesz na babski supeł to utzyma a jak nie zabezpieczysz dupowsporka - to i znajomość 100 węzłów nie pomoże. i drugie - wpojenie szacunku do liny - że to nie sznur do bielizny!!!
| SMUGA napisał/a: | | obrączki, łańcuszki, zegarki. |
... kolczyki, breloczki, wisiorki, buty przed kostkę...
| SMUGA napisał/a: | | wykonanymi przez siebie drzewołazami |
mówisz chyba nie o klasycznych drzewołazach a o leziwie? czyż nie?
SMUGA - 2006-04-20, 16:35
| GrzegorzBP napisał/a: | | i drugie - wpojenie szacunku do liny - że to nie sznur do bielizny!!! |
Do dzis pamietam słowa swojego instruktora: "zaufaj linie" - wbrew pozorom nie jest to wcale takie łatwe...
Basior - 2006-04-20, 16:57
| PePe napisał/a: | Sprawa ma się tak, że bez uprawnień nikt nie powinien być dopuszczony do zleconych prac wysokościowych, podobnie jak za kierownicę bez prawa jazdy. W gestii zleceniobiorcy leży ubezpieczenie się i zapewnienie sobie odpowiedniego ekwipunku, a co za tym idzie bezpieczeństwa.
Inaczej ma się sprawa wyczynów czysto hobbystycznych. Jeśli ktoś robi to co lubi i zdecydował się na wejście na drzewko, bo miał taki kaprys - nikt mu robić tego nie kazał, nikt mu za to nie płaci, więc wchodzi na własną odpowiedzialność. |
O Kwestiach prawnych ma byc jeszcze powiedziane pod koniec kursu, jednak o powyższych zasadach wszyscy powinni pamietac. Trudno zabronic komuś chodzić po drzewach, jesli robi to dla własnej przyjemności. Jednak część osób wchodzi tam dla przyjemności i jednoczesnie (jako ochotnicy) wiesza budki w ramach projektow bocianich. I co wtedy? Myśle, że tak jak i w innych przypadkach czeka nas sformalizowanie tych spraw - czyli podpisywanie oświadczeń, ze ktoś robi to na własną odpowiedzialność. Co wiecej wszyscy sprawdzajacy zwykłe budki dla szpakow, sikorek czy pilchów też pracują na wysokości... Tak wiec takie szkolenie było koniecznością.
| SMUGA napisał/a: | | I jak najmniej elementów, które mogą sie zniszczyć i mogą być kosztowne. Osobiście do podciagania sie, opuszczania i blokowania polecam zwykłą petlę prusikową wukonana z taśmy, lub liny o srednicy o połowe mniejszą niż lina zjazdowa (ja zawsze mam przy sobie dwa takie prusiki | Jak kojarzę to konczylismy ten sam kurs chirurgii drzew u tego samego specjalisty... Takie same pytanie zadałem naszemu obecnemu szkoleniowcowi. Zapytał sie: kiedy to było? ano wczesne lata dziewiędziesiate, tak od tamtego czasu wiele sie zmieniło. A ja ciesze sie, że poznałem nowe metody, bo zjazdy na prusiku znudziły mi się już. Tym bardziej, że współpracuje z szyszkarzami, którzy całymi dniami siedzą na drzewach i jeszcze musza je często zmieniac, oni też nie stosuja juz prusików.
| SMUGA napisał/a: | | Stawiam kolejkę w pubie wszystkim (płacącym składki) członkom TP Bocian, jeżeli znajdziecie na drzewie slady po moich dtzewołazach... | Opatentowane? Czy tajne/pufne i nie pokażesz koledze?
| SMUGA napisał/a: | | Wcześniej warto wiedzieć, gdzie jest najblizszy lekarz i jak do niego dotrzeć... Te wasze eskapady zazwyczaj odbywają sie w weekendy - nie wszystkie przychodnie są wtedy czynne.. |
No nie wiem, w dobie komórek? Czy będziemy wybierać teren działania w zależności od odległości od szpitala? Myśle że najważniejsze jest to, aby do niebezpiecznej pracy nie przystepowac samemu, tzn. aby w razie nieszczęscia był ktoś kto wezwie pomoc. Dlatego zawsze jeździmy minimum w dwie osoby do takiej roboty, ten drugi wcale nie musi byc alpinistą.
SMUGA - 2006-04-20, 21:00
| Basior napisał/a: | | No nie wiem, w dobie komórek? Czy będziemy wybierać teren działania w zależności od odległości od szpitala? |
Znam parę takich miejsc gdzie komórki zasięgu nie mają... I nie mówię o Bangladeszu...
|
|
|