Beata
Gorzów n/Wartą

Posty: 1799 Skąd: Gorzów n/Wartą
|
Wysłany: 2009-10-28, 10:12
|
|
|
fuj !
a ja polecam artykuł:
| Cytat: | Królowie barwnego życia
Cokolwiek pięknego lub brzydkiego, uroczego lub ohydnego zdołacie sobie wyobrazić, to zapewne już istnieje. Wśród owadów
Liczby, przemówcie! „Wśród około miliona różnych zwierząt 750 000 stanowią owady”. Prawda? Chyba tak, skoro zdanie to napisał profesor entomologii Henryk Sandner. Tyle że w 1991 roku, a od tego czasu wiedza urosła. Liczbę opisanych gatunków zwierząt szacuje się już na prawie dwa miliony. Najostrożniejsi oceniają, że milion kolejnych czeka na odkrycie. Bardziej śmiali liczą, że nie znamy jeszcze 30 milionów. I nadal nikt nie ma wątpliwości, że przynajmniej 75 procent z nich stanowią owady. Albo- i więcej. Bez żadnej przesady można więc powiedzieć, że ziemią rządzą owady. I jak przystało na tak bogatą królewską dynastię, mają niezwykle barwną paletę kształtów i zachowań.
(Zjedzcie, dzieci, świeże mięsko)
Można wśród nich znaleźć wszelkie cnoty i bezeceństwa, kolory i szarości, jakie tylko przyjdą nam do głowy. Nie do wiary?
To może zacznijmy od… Nie, seks odłóżmy na potem. Najpierw, hm, rodzicielstwo? O, poświęcanie się dla potomstwa to zawodowa specjalność niektórych owadów. Osy kopułki dbają na przykład, by ich potomstwo miało zawsze świeże mięso. Najpierw budują gliniane gniazdko, do którego składają jajo. Potem ruszają na poszukiwanie gąsienic. Paraliżują je i znoszą do kryjówki. A gdy larwa się wykluje, będzie miała wokół masę niepsującego się mięsa. W końcu gąsienice, mimo bezruchu, nadal są żywe. Chyba że zdechły z głodu.
O to, by tak się nie stało, stara się baryłkarz bieliniak. Samica tego owada składa kilkadziesiąt jaj do żywych i niesparaliżowanych gąsienic bielinka kapustnika. Larwy, które się z nich wylęgają, wyjadają swego gospodarza od środka. Starannie przy tym omijają główne narządy wewnętrzne. Dzięki temu ich spiżarnia żyje długo i wciąż dostarcza nowego pokarmu. Gdy larwy baryłkarzy dojrzeją, przebijają powłoki ciała gąsienicy i przędą na niej, już pustej i podziurawionej, swoje kokony.
(Żadna niewiasta nie była bardziej kochaną)
Jednak niektóre owadzie matki dla potomstwa poświęcają nie tyle swoją pracę, ile siebie. I to w całości. Jak ochotki z rodziny Cecidomyiidae, które mogą się rozwijać na dwa sposoby. Czasem całkiem zwyczajnie: z jaja wykluwa się larwa, która je, rośnie, przekształca się w poczwarkę, a potem w dorosłą, dojrzałą płciową muchówkę, która kopuluje i składa zapłodnione jaja. W pewnych warunkach samice decydują się na zupełnie odmienny styl rozmnażania. Porzucają wówczas seks na rzecz dzieworództwa i reprodukcję zaczynają już w dziecięctwie – jako poczwarki czy nawet larwy. I zupełnie pomijają fazę składania jaj. „Potomstwo rozwija się w ciele matki – opisywał ich zachowanie słynny ewolucjonista Stephen Jay Gould. – Nie jest zaopatrywane w pożywienie i bezpiecznie oddzielone łożyskiem od macicy, lecz wzrasta bezpośrednio w tkankach matki, by w końcu wypełnić całe jej ciało. Aby móc rosnąć, potomstwo pożera swoją matkę od wewnątrz. Kilka dni później młode wyłaniają się na świat, pozostawiając chitynową pokrywę jako jedyną pozostałość swojego jedynego rodzica”.
Jeśli można przebić takie poświęcenie, to chyba wyłącznie w świecie chrząszczy- Micromalthus debilis. Niektóre samice tego gatunku rodzą tylko jednego synka. Tuż po narodzinach, jeszcze jako larwa, przyczepia się on do matki na jakieś cztery–pięć dni. Gdy ten czas mija-, synuś- wkłada głowę do otworu genitalnego- matki i… pożera ją żywcem. „Żadna niewiasta nie była bardziej kochaną” – komentował te zwyczaje Gould.
(Żywię się wyłącznie kochankami)
Ale wcale nie jest oczywiste, że miał rację. Spójrzmy na modliszkę chińską. Kiedy nadchodzi sezon rozrodczy, samce poszukują partnerek. Podchodzą do nich, trzepocząc skrzydłami i kołysząc odwłokiem. Gdy zyskają przychylność, wskakują na grzbiet wybranki i zaczynają kopulację. Niebezpieczną, bo samica często w tym momencie odrywa amantowi głowę. Mimo to reszta samca wcale nie zamierza przerywać.
Jego partnerka po przeżuciu pierwszej partii ciała kochanka przechodzi do konsumpcji jego kolejnych części.
U innych owadów jednak to dla samicy seks bywa przeżyciem dość traumatycznym. Samce malutkich chrząszczy strąkowców czteroplamych szczycą się maczugowatymi penisami, które pokrywają sztywne, twarde kolce. Podczas stosunku wyrostki te odchylają się i boleśnie kaleczą narządy płciowe partnerki. Samice starają się zrzucić partnera z siebie, kopiąc go tylnymi nogami. Te, które zmuszono do dwóch stosunków płciowych, umierały młodo.
Gwałty są też na porządku dziennym u nartników – owadów, które szusują po powierzchni wody niczym narciarze po śniegu. Samcom ułatwiają sprawę dobrze widoczne narządy płciowe samiczki. U jednego z gatunków jednak – jak odkrył niedawno doktor habilitowany Piotr Jabłoński z Centrum Badań Ekologicznych PAN – genitalia są bardziej ukryte. Panowie, którzy chcą doprowadzić do zapłodnienia, muszą zrezygnować z gwałtu na rzecz… zalotów.
(Najpiękniejsi są bezbarwni)
Inne gatunki do zalotów częściej wykorzystują zapachy lub barwy. Stąd choćby piękne kolory motyli. Najpiękniejsze, afrykańskie gatunki opalizują złotem, zielenią, błękitem z domieszką czerwieni i pomarańczy. Przy tym nie mają żadnego pigmentu. Widoczne dla nas kolory to wyłącznie efekt odbijania światła przez łuseczki na powierzchni skrzydeł.
Piękne barwy mogą też służyć odstraszaniu. Toksyczne owady lubią być czerwone, gdyż w ten sposób ostrzegają: nie jedz mnie, jestem trujący! A poza tym coś, co w muzeum wygląda kolorowo, w naturze jest barwą ochronną. Owady bowiem mogą upodabniać się do zieleni roślin, zeschłych listków czy kory drzew.
Barwność świata owadów naprawdę może zachwycać.
Wojciech Mikołuszko
„Przekrój” 40/2009 |
link do zdjęć
żródło |
_________________ PTASIE POGOTOWIE POMOC |
|